Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 marca 2012

"Erin Brockovich", 2000

"Erin Brockovich", 2000, reż.  Steven Soderbergh, scen. Susannah Grant, występują: Julia Roberts, Albert Finney, Aaron Eckhart, Marg Helgenberger i inni (w tym cameo prawdziwej Erin Brockovich :))

Film oparty na faktach tzw. "autentycznych", przedstawia historię pani Erin Brockovich (Roberts), samotnej matki trójki dzieci, która idzie na wojnę z wielką korporacją zatruwającą środowisko. Akcja filmu ma miejsce w Kalifornii w początkach lat '90. Na początku poznajemy tytułową Erin Brockovich, dwukrotnie rozwiedzioną, bezrobotną kobietę wychowującą trójkę dzieci, starającą się znaleźć jakąkolwiek posadę by móc jakoś związać przysłowiowy koniec z końcem. Jej i tak już niewesołą sytuację pogarsza jeszcze wypadek samochodowy, którego Erin staje się uczestniczką. Sprawa trafia do sądu, Erin zostaje przyznany adwokat, niejaki pan Edward Masry (Finney) (w rzeczywistości był to jego partner Jim Vititoe), który niestety przegrywa sprawę. Naszej zdesperowanej bohaterce udaje się jednak przekonać prawnika, żeby przyjął ją do pracy w swojej kancelarii w charakterze pomocy biurowej. Pewnego dnia Erin dostaje polecenie zarchiwizowania dokumentów jakiejś sprawy. W trakcie tej pracy intryguje ją jednak fakt, że w tych samych aktach są zarówno wyniki badań lekarskich jak i umowy sprzedaży działek. Pani Brockovich postanawia się więc przyjrzeć sprawie bliżej, co wprowadza ją na trop pewnej grubej afery - odkrywa ona, że Pacific Gas and Electric Comapny, gigantyczna firma energetyczna, doprowadziła do zatrucia wód gruntowych pod miasteczkiem Hinkley, ilościami sześciowartościowego chromu wielokrotnie przekraczającymi bezpieczne dla zdrowia normy. Erin dzieli się swoim odkryciem z szefem i razem starają się zdobyć jak najwięcej dowodów pozwalających pozwać PG&E.

Jak wspomniałem, cała historia wydarzyła się naprawdę i nie zdradzę chyba zbytniej tajemnicy jeśli powiem, że Brockovich i Masry sprawę wygrali, a PG&E musiało zapłacić 634 mieszkańcom Hinkley odszkodowanie o łącznej wartości przekraczającej 330 mln$, co jest jak do tej pory podobno najwyższą kwotą zasądzoną w Stanach w pojedynczej sprawie. 
W okolicach Hinkley PG&E miało swoją stację kompresorową, w której zwiększano ciśnienie gazu ziemnego w ich gazociągu. Do chłodzenia maszyn używanych w tym procesie korzystano z wody, która w latach 1952-1966 wzbogacana była o chrom sześciowartościowy, który miał zapobiegać korozjom. Zużyta woda chłodząca byłą następnie przetrzymywana w zbiornikach obok stacji,  pozbawionych jednak odpowiednich zabezpieczeń, przez co toksyczna woda przedostawała się do wód gruntowych. Z nich korzystali następnie mieszkańcy Hinkley co prowadziło do wielu chorób z wszelkiego typu nowotworami włącznie. Jakby tego było mało, firma doskonale wiedziała co robiła i starała się jakoś zatuszować sprawę wysyłając mieszkańcom miasteczka ulotki traktujące o zdrowotnym działaniu chromu, starając się wykupić działki leżące na zatrutym terenie i niszcząc mogące ich pogrążyć dokumenty. 
Film opisuję tylko tę historię, jednak warto wspomnieć, że po zakończeniu tej sprawy Erin Brockovich angażuje się w kolejne sprawy związane z zatruwaniem środowiska, założyła własną firmę konsultingową, a po sukcesie filmu prowadziła również dwa programy telewizyjne

W filmie, jak na Hollywoodzką produkcję przystało, mamy jeszcze oczywiście miłosną historię między Erin a mieszkającym po sąsiedzku harleyowcem Georgem (Eckhart), mamy rodzinny dramat, kiedy to widzimy jak rozpadają się więzi między Erin i jej dziećmi z powodu jej ciągłej pracy, mamy i elementy dreszczowca - telefony z pogróżkami i tajemniczy mężczyzna zdający się prześladować bohaterkę. 
Film zdobył uznanie publiczności i krytyków, zwłaszcza główna rola Roberts, która przyniosła jej szereg nagród z Oscarem na czele. Produkcja zdobyła również szereg nominacji do Złotych Globów i Oscarów w innych kategoriach a także znalazła się na dwóch listach Amerykańskiego Instytutu Filmowego z okazji 100 lat kina - 73 miejsce na liście najbardziej inspirujących filmów oraz 31 miejsce Erin na liście najlepszych bohaterów filmowych. 
Ja również szczerze polecam film. Mimo że trwa nieco ponad dwie godziny, oglądając go ani przez chwilę się nie nudziłem - są momenty które do łez rozbawią i takie, które do łez wzruszą. Oczywiście fantastyczne rola Roberts i Finneya. No i przede wszystkim inspirująca historia o tym jak Dawid wygrywa z Goliatem, albo jak to określił Masry "z Goliatem wspartym przez całą jego rodzinę" (moja baaardzo swobodna interpretacja właściwego cytatu). No a że Goliat to niszcząca środowisko korporacja, to tym bardziej wszystkich nas to cieszy :) No i warto też promować film, który pokazuje jak w praktyce wygląda jeden z aspektów ochrony środowiska, co zawsze jest miłym dodatkiem do filmów promujących samą ideę ekologii. 

No a tutaj mamy prawdziwych Brockovich i Masry'ego (który niestety zmarł w roku 2005)

niedziela, 26 lutego 2012

"WALL-E", 2008

Była już piosenka, opowiadanie, gra komputerowa, to teraz pora na film. Z masy filmów o tematyce ekologicznej, na pierwszy ogień idzie WALL-E ze studia Pixar, w reżyserii Andrew Stantona. Film miał swoją premierę w roku 2008 i wydaje mi się, że już zdołał na stałe zapisać się w kanonie animacji "ekologicznych". Na początek jak zwykle krótki opis, o co w filmie chodzi, choć pewnie i tak wszyscy wiedzą.
WALL-E to stworzony komputerowo film animowany, nie odbiegający zbytnio stylem od tego, do czego przyzwyczaił nas Pixar w swoich poprzednich filmach. Czyli jest śmiesznie dla dzieci, jest śmiesznie dla dorosłych, są sympatyczni bohaterowie, no i jest oczywiście jakieś pozytywne przesłanie.
Akcja filmu ma miejsce na początku 29 stulecia. Jakieś 700 lat wcześniej, około roku 2100, środowisko Ziemi zostało zniszczone do tego stopnia, że przestało się nadawać do życia. Ludzie wsiedli więc na gigantyczne statki kosmiczne i polecieli w kosmos, gdzie mieli przeczekać pięć lat, do momentu aż planeta zostanie oczyszczona przez armię pozostawionych na niej robotów i znów stanie się zdatna do zamieszkania. Po owych pięciu latach okazuje się jednak, że plany te były zbyt optymistyczne i ludzkości przyjdzie jeszcze trochę poczekać na powrót do domu. Wracamy wiec do właściwej akcji. Jest mniej więcej rok 2800, na Ziemi pozostał prawdopodobnie ostatni z robotów sprzątających, czyli tytułowy Johnny 5 WALL-E i widać, że do ukończenia jego zadania zostało mu jeszcze sporo pracy. Jeździ on więc wśród ruin jakiegoś miasta wraz ze swym przyjaciele karaluchem i zbiera walające się wszędzie odpadki by zgnieść je w zgrabne kostki, które ustawia potem w gigantyczne stosy. Oprócz tego, w ramach hobby, zbiera różne interesujące go "skarby", a w wolnych chwilach ogląda "Hello, Dolly!". I tak sobie powolutku upływa to jego robotyczne życie, aż do dnia, gdy na Ziemi pojawia się automatyczna sonda kosmiczna a wraz z nią cybernetyczna piękność - EWA. Potem jest jeszcze robocie love story, wycieczka w kosmos, walka ze zbuntowaną sztuczną inteligencją itd. itp.
Jak chyba dość powszechnie wiadomo, film zdobył nieliche uznanie - fantastyczne oceny w recenzjach, Oskar, Złoty Glob, Hugo, Nebula i pierwsze miejsce na liście najlepszych filmów dekady wg. magazynu "Time". Znalazł się też na listach najlepszych filmów "ekologicznych" portali Mother Nature Network i Huffington Post. Według mnie, wszystko to absolutnie mu się należało - wplecenie do filmu będącego, bądź co bądź, animacją przeznaczoną przede wszystkim dla dzieci, elementów niemego slapsticku, post-apokalipsy i dystopii było niesamowitym pomysłem. Jak dla mnie film jest przezabawny, pełen odniesień do popkultury, głównie nurtu sf, co jak wiadomo, jest zawsze pożądanym smaczkiem. I oprócz tego, że jest to historia o miłości, historia o sile powodowania wielkich zmian ukrytej w każdym z nas i pewnie historia o wielu jeszcze rzeczach, to niezwykle ważny w filmie jest też motyw ekologiczny.
Jest oczywiście warstwa, powiedzmy "bezpośrednia", pokazana wprost - kompletnie zniszczone środowisko na Ziemi, wielkie odkrycie jakim jest roślina, której udaje się przeżyć w tych warunkach, przemowy kapitan statku kosmicznego na tematy potrzeby oczyszczenia Ziemi i szacunku do niej, zasilany ogniwem słonecznym główny bohater, ogromne ilości śmieci zarówno na powierzchni planety jak i na jej orbicie. Ale przesłanie ekologiczne bywa też w tym filmie nieco mniej oczywiste. Po pierwsze - zbieractwo głównego bohatera. Jak wspomniałem, WALL-E w trakcie swojej pracy zbiera co ciekawsze dla niego okazy - żarówkę, kostkę Rubika, pudełko po pierścionku, a także części z pozostałych, niedziałających już robotów sprzątających, których używa potem do naprawy samego siebie. Mamy więc do czynienia z doskonałym przykładem reusingu - wyrzucone, wydawałoby się nieprzydatne już "śmieci", dla WALL-E'go są ozdobami, zabawkami, częściami do naprawy itd. Myśl ekologiczną mamy też w drugiej połowie filmu, gdy WALL-E i EWA znajdują się na statku kosmicznym, na którym ludzkość czeka na moment powrotu na Ziemię. Statek jest wręcz sterylnie czysty, co podkreślone jest jeszcze przez postać M-O, czyli robota sprzątającego z zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi, szaleńczo czyszczącego każdą zauważona plamkę brudu. Na statku wszystko lśni, każdy brud jest natychmiastowo usuwany, każda usterka natychmiastowo naprawiana. W kontraście do gór śmieci zalegających na Ziemi, doskonale ukazuje to różnicę w podejściu ludzi do natury oraz do sztucznego, tworzonego przez nas środowiska.
 A wszystko to w filmie dla dzieci, co jest przecież niezwykle ważne, gdyż wszystkie możliwe dokumenty i prace traktujące o edukacji ekologicznej, podkreślają wagę docierania z przekazem pro-środowiskowym do najmłodszych. I jak już wspomniałem, WALL-E to również świetna rozrywka i tu znów możemy powołać się na ekspertów, mówiących o tym jak rozrywka wzmacnia przekaz edukacyjny. Więc kto nie oglądał, niech koniecznie obejrzy, a kto już widział, niech obejrzy jeszcze raz, pokaże dzieciom, młodszemu rodzeństwu, kuzynom, siostrzeńcom i w ogóle niech rozsławia WALL-E'go :).